gru 26

Święta Bożego Narodzenia już praktycznie za nami. W moim przypadku można powiedzieć, że minęły „piorunem” i bez wyrazu. Były jak każde inne. Nic szczególnego w związku z tym nie ma się co rozpisywać w ich temacie, a życzeń też już raczej nie wypada.

Wielkimi krokami zbliżamy się już do końca roku. Za pewne każdy w jakimś tam stopniu stara się go podsumować w swoich przemyśleniach. Ze swojej strony mogę go z jednej strony zaliczyć do pechowych, bo spotkało mnie sporo przykrych rzeczy, na które nie bardzo miałem wpływ, ale z drugiej strony już sama jego końcówka nie jest taka tragiczna. Nie chcę w związku z tym myślami wracać do tych przykrych wydarzeń, których było zdecydowanie więcej, bo rozpamiętywanie tego, co było i tak nic nie zmieni. Trzeba wyciągnąć możliwie jak najwięcej wniosków z własnych błędów oraz przykrych wydarzeń i skupić swoją uwagę na tym, co przede mną, by mieć siłę stawić czoło nowym wyzwaniom. (Ale mi wyszło)

Główne sukcesy pod koniec upływającego roku dotyczą sfery zawodowej, ale to też coś. Poza tym udało mi stworzyć dwa nowe projekty, które przetrwały i patrząc na zainteresowanie nimi ze strony internautów mogę śmiało stwierdzić, że się przyjęły, więc to także sukces, bo praca jaką w nie włożyłem nie poszła na marne.

Sporo także działo się w świecie snookerowym. Setki godzin spędzonych przed komputerem oglądając kolejne turnieje i trzeba przyznać, że było na co popatrzeć. Absolutnie nie żałuję żadnej godziny spędzonej przed ekranem. No a pod koniec roku PTC, na którym było mi dane być osobiście. No i to zdecydowanie dodało mi skrzydeł. Sukcesy zawodowe także, ale możliwość zobaczenia ludzi, których podziwiam na ekranie telewizora i ta atmosfera oraz towarzystwo, w jakim byłem na długo pozostanie w mojej pamięci. Do dziś jak wracam myślami do tamtych dni dostaję gęsiej skórki.

Rok 2011 była także wyjątkowy pod względem muzycznym. Pojawiło się wyjątkowo dużo naprawdę dobrych płyt i pojedynczych utworów. Do wielu z nich jeszcze nawet nie dotarłem, ale powoli nadrabiam zaległości. Gdybym poniżej chciał zamieścić wszystkie utwory z tego roku, które zrobiły na mnie wrażenie i które uważam za bardzo dobre, ta lista musiałaby mieć ze 100 pozycji. Dlatego postanowiłem zamieścić tylko kilka, które w ciągu ostatnich miesięcy pozytywnie mnie prześladują i najchętniej do nich wracam. Ich kolejność jest  przypadkowa.

Na koniec chciałbym wam i sobie życzyć by nadchodzący 2012 rok, był absolutnie wyjątkowy i pozytywnie diametralnie inny od 2011. Oby udało się zrealizować wszystkie plany i postanowienia noworoczne. Niech każdy dzień będzie pozytywnym zaskoczeniem i przybliża nas do osiągnięcia tego, na czym nam najbardziej zależy. Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie przez cały ten rok usilnie wspierali, gdy była taka potrzeba. Dziękują za okazaną życzliwość oraz dobroć. Niech to do was wróci ze zdwojoną siłą. Dzięki za to, że jesteście.


Autor PiotRRek

paź 26

Długo się zastanawiałem, w jakiej formie sklecić te kilkadziesiąt zdań i stąd dopiero dziś postanowiłem opublikować ostateczną wersję. Stwierdziłem, że nie ma sensu bym opisywał dokładne, co działo się na EPTC 6, bo takowy tekst już został opublikowany pod poniższym linkiem:

http://www.snooker.pl/wiesci.php?id=1630

Z kolei, jeśli ktoś chciałby pooglądać ciekawe zdjęcia z tego wydarzenia gorąco polecam poniższe linki:

http://snooker.pl/galerie2/index.php/2011/PTC-Warszawa-2011

http://www.facebook.com/media/albums/?id=113556728725826

O czym w związku z tym chcę napisać? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Przeglądając strony związane ze snookerem natknąłem się kilka artykułów, które opisują co ogólnie się działo. Ja chciałbym zobrazować cały turniej od nieco innej strony, czyli z punktu widzenia widza, a przy okazji VIP-a. Jako zwykły widz widziałbym tylko tyle, co działo się w hali, na której znajdowało się łącznie 10 stołów. Nie widziałbym natomiast tej całej otoczki i tego jak to wyglądało od środka.

29-go września odbyły się kwalifikacje do PTC 6. Tego dnia chyba tylko raz zajrzałem do VIP roomu. W sumie wtedy jeszcze nie za wiele tam się działo. Mały ruch i spokój, więc nie było sensu spędzać w nim za wiele czasu. W związku z tym, że kibiców praktycznie nie było miałem okazje się porozglądać, gdzie, co i jak. Zdziwiła mnie ilość miejsc dla kibiców. W sumie prawie dwa tysiące. To całkiem sporo. Ustawienie stołów też było dosyć specyficzne. Na pierwszym planie obok siebie dwa stoły, a reszta już nieco dalej. Niestety tylko jeden stół był pod kamerami. Jeśli ktoś zechciałby nagle oglądać, inny stół poza telewizyjnym i ewentualnie drugim, był zmuszony do zmiany miejsca. Ogólnie zarówno ustawienie stołów jak i trybun było bardzo przyjemne. 30-go zmagania zawodników ruszyły pełną parą. Szczerze mówiąc spodziewałem się troszkę większej liczby kibiców. Z początku więcej ludzi było VIP roomie, niż na sali co było z kolei pretekstem do ciekawych żartów. Na szczęście z biegiem czasu sytuacja się zmieniała i kibiców przybywało.

Na początku myślałem, że wszystko będzie się zaczynać koło 9-ej i kończyć w okolicach 23-ej, a w ciągu dnia będę miał czas na to, by gdzieś tam wyskoczyć i zjeść jakiś gorący posiłek. Już pierwszego dnia mój plan legł w gruzach, bo okazało się, że praktycznie przez cały dzień jest coś ciekawego do oglądania, a i rozgrywki kończyły się o wiele później niż zakładałem. W godzinach nocnych, był rozgrywany mini turniej o dziką kartę do German Masters, co powodowało, że całość kończyła się w okolicach 2:30. Niestety ani jednego dnia nie dotrwałem tak absolutnie do końca zwyczajnie ze zmęczenia.

Sporo kibiców przyciągnęły mecze z udziałem naszych rodaków, a zwłaszcza mecz Kacpra Filipiaka i Grzegorza Biernadshiego. Z oczywistych względów „tłumy” przyciągnęli także Judd Trump, Neil Robertson, Steve Davis, Tony Drago.

Pełna lista zawodników łącznie z drabinką turniejową jest na stronie: www.eptc.pl

Na uwagę zasługuje fakt, że mimo obaw w trakcie finału zgromadziła się naprawdę pokaźna liczba kibiców i choćby właśnie dzięki temu, miejmy nadzieję, że w przyszłym roku PTC również zawita do naszego kraju. Warto też podkreślić ładne zachowanie i dobre reakcje publiczności w odpowiednich momentach. Ludzie bardzo żywo reagowali na dobre zagrania zawodników. (głównie naszych rodaków). Momentami może było nawet zbyt entuzjastycznie, ale dzięki temu było też śmiesznie. Trzeba przyznać, że kibice są naprawdę dobrze wyedukowani w temacie snookera i dobrze wiedzą, które zagrania zasługują na oklaski i kiedy przewaga punktowa jest na tyle duża, że partia jest wygrana przez danego zawodnika. To mnie osobiście bardzo cieszy. Panowała także wysoka kultura. Dzwoniące telefony to były skrajne przypadki. Pod tym względem także wypadamy bardzo pozytywnie w porównaniu do innych krajów. Hala była dobrze klimatyzowana, więc panująca w środku temperatura i dosyć wygodne siedzenia na trybunie głównej sprawiały, że oglądanie snookera na żywo w takich warunkach było naprawdę miłym doświadczeniem. Przygotowanie stołów przez organizatorów także było na bardzo wysokim poziomie. Zawodnicy rzadko, kiedy prosili sędziów o wyczyszczenie białej lub zagrywanej bili na skutek nieczystego kontaktu, bo kicki zdarzały się sporadycznie. To bardzo ważne zwłaszcza dla zawodników i z pewnością kolejny duży plus dla nas.

Ogólnie całość wywarła na mnie tak pozytywne wrażenie, że nawet nie jestem wstanie tego opisać, by odpowiednio zobrazować swoje pozytywne emocje. Do teraz jak wracam myślami do tego wydarzenia dostaje gęsiej skórki na całym ciele:-) Przez cały turniej panowała naprawdę magiczna atmosfera. Wszyscy, łącznie z zawodnikami byli bardzo wyluzowani. Gdybym miał możliwość podziwiania tego zjawiska tylko oczami kibica zgromadzonego na trybunach z pewnością wiele tych pozytywnych emocji, by mnie niestety ominęło. Dzięki przepustce do VIP roomu miałem okazję poznać wielu zawodników, których podziwiałem do tej pory tylko przez pryzmat ekranu telewizora. W rzeczywistości to naprawdę niesamowici ludzie. Pełni poczucia humoru i pozytywnej energii w dodatku bardzo otwarci na dyskusje, autografy itd. Jestem dumny z tego, że miałem możliwość ich poznać i zobaczyć, jacy są od strony prywatnej. W tym momencie pragnę podziękować pewnej złotej duszy, która zdecydowała mi się przez te kilka dni towarzyszyć i wspólnie ze mną przeżywać wszystko to, co się działo. Gdyby nie ona za pewne w ogóle nie wybrałbym się na PTC6 osobiście, tylko spędziłbym ten czas oglądając całość jak zwykle z pozycji widza przed ekranem telewizora.

Zawsze opowiadając komuś o snookerze staram się podkreślać tą specyficzną atmosferę związaną z tym sportem. To odróżnia go choćby od pool bilardu i sprawia, że jest absolutnie wyjątkowy. Taki też był cały turniej EPTC i mam nadzieję, że każdy, kto miał możliwość oglądać go na żywo w Arenie Ursynów podzieli moją opinię. Oby tego typu turnieje z udziałem zawodowców były rozgrywane w naszym kraju częściej, a liczba kibiców stale rosła.


Autor PiotRRek

wrz 25

Po długiej przerwie w końcu postanowiłem się reaktywować. Z jednej strony ostatnio brakowało czasu, by na spokojnie usiąść i napisać te parę słów, a z drugiej nawet nie miałem ochoty na dzielenie się jakimiś informacjami. Warto jednak wspomnieć, że po serii niepowodzeń, jakie ostatnio miałem w wielu dziedzinach w końcu coś zaczyna się w moim życiu zmieniać na lepsze.

Poznałem trochę nowych ludzi, którzy okazali się być dla mnie bardzo życzliwi i pomogli uporać się z pewnymi sprawami. Oczywiście do tego, by wszystko wróciło do tak zwanej normy jeszcze z pewnością bardzo daleka droga, ale najważniejsze, że coś się w końcu zaczęło dziać pozytywnego. W tym momencie pragnę podziękować jednej duszy, która poświęca mi ostatnio bardzo dużo czasu i pomaga mi się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Zrobiłem sobie tylko dłuższą przerwę od pisania, ale nie znaczy to wcale, że tutaj nie zaglądałem. Wręcz przeciwnie. Wykonałem sporo takiej pracy, której nie widać na pierwszy rzut oka. Zoptymalizowałem nieco wydajność, by zawartość stron i paneli ładowała się szybciej. Dostosowałem w końcu stopkę, by w końcu wszędzie wyświetlała się taka jak powinna. Po części zintegrowałem bloga z usługą gogle+, ale to dopiero początek. Cała ta funkcjonalność jest jeszcze w wersji BETA, więc nie ma co od razu szaleć z pełną integracją, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że za chwile gogle wprowadzi pewne zmiany i całą zabawę będę musiał zacząć od początku. Póki, co udostępniłem ikonkę gogle+ pod publikowanymi treściami. Podzieliłem na dwa panele odnośniki do stron związanych z moją twórczością i linkami do moich profili na portalach społecznościowych. Mam nadzieję, że ułatwi to nieco nawigację. Z wielkim opóźnieniem, ale w końcu dołączyłem do portalu społecznościowego MySpace. Udało mi się także zintegrować go z blogiem, dzięki czemu wszystkie treści będą się tam publikowały automatycznie. Może to niewiele, ale wprowadzenie tych wszystkich nowości i zmian zajęło mi trochę czasu.

Postaram się częściej tutaj pozostawić po sobie jakiś ślad, ale nie mogę obiecać, że będzie to tak regularnie jak za dawnych dobrych czasów.


Autor PiotRRek

lip 21

Wyjątkowo postanowiłem kontynuować temat z poprzedniego wpisu i zamieścić jeszcze kilka utworów, które moim zdaniem są warte posłuchania. Nie mam zamiaru się rozpisywać na temat każdego z nich z osobna. Zamieszczam je, bo gdybym miał je oceniać to dostałyby ode mnie dosyć wysokie noty. Taka mieszanka dobrych nitów tekstów i flow, a do tego znowu odwołanie do klasyki.


Autor PiotRRek

lip 10

Postanowiłem ponadrabiać trochę muzycznych zaległości. Sporo się ostatnio dzieje w polskim HIP-HOP’ie, ale nie mam zamiaru się tutaj rozwodzić, kto z kim ma obecnie beef, bo nie to jest najważniejsze. Beef-y między MC zawsze były, są i będą, bo wydają się być nieodłącznym elementem tej muzyki.

Miałem ostatnio okazję możliwość przesłuchania całej płyty Pezeta i Małolata – dziś w moim mieście. Cytując wers z intro „wielu na to czekało”. Czekałem i ja. W związku z tym, ze wypadłem ostatnio nieco z obiegu można powiedzieć, że dopiero teraz się o niej dowiedziałem, ale jak to mówią „lepiej późno, niż w cale.” Cała płyta jest naprawdę warta polecenia. Może nie do końca mi się podobają niektóre bity, bo mam wrażenie, że gdzieś tam za bardzo chłopaki brną w kierunku muzyki rockowej, ale może teraz jest taka moda, a ja po prostu się nie znam. Nigdy nie starałem się jakoś za bardzo podążać w kierunku mody i interesować się trendami, tylko słuchałem tej muzyki, która po prostu mi się podobała. Poza tym ja chyba większą uwagę przywiązuję do tekstów, a te akurat są bez zarzutu i naprawdę z mojej perspektywy są wstanie dotrzeć do wielu odbiorców i wywrzeć jakiś pozytywy wpływ oraz skłonić do przemyśleń.

Kilka utworów zasługuje na to, by je wyróżnić. Pierwszym z nich i za razem moim zdaniem najlepszym z całej płyty jest: nagapiłem się

Jak dla mnie naprawdę w tym kawałku jest to coś, co  pobudza do myślenia i chce się go słuchać częściej. Zarówno tekst jak i bit po prostu wymiata.

Kolejnym kawałkiem zasługującym na to, by go wyróżnić jest: hip hop robi dla mnie

Znowu taki bit jak lubię i tekst także niczego sobie. Ogólnie całość coś w sobie ma.

Dalej muszę zwrócić szczególną uwagę na: jestem sam

Ten utwór zrobił na mnie wrażenie chyba przez to, że zarówno kiedyś jak i teraz tylko, że w mniejszym stopniu mogę się z nim w jakiś sposób utożsamiać i tekst do mnie trafia. Przede wszystkim druga zwrotka ma swoje odniesienie moim obecnej sytuacji.

Na zakończenie mojego wywodu jak i całej płyty: chciałbym uciec stąd

Słysząc ten bit jakoś od razu przypomniała mi się płyta Małolata z 2004 roku w pogoni za lepszej jakości życiem, gdzie większość podkładów było na bitach Airona. Nie chcę tutaj na siłę przekonywać kogoś o jakiś podobieństwach. To tylko takie moje odczucie. Poza tym tekst także do mnie bardzo przemawia.

Zachęcam do zakupu niniejszej płyty, bo naprawdę warto.

 

Autor PiotRRek

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ...14 15 16 Następna